dak-art

Kurs rysunku i morze zużytych ołówków

Kurs rysunki trwał cały rok szkolny, chyba w każdą sobotę, w którą nie przypadało żadne święto. Uczyliśmy się zasad perspektywy, proporcji twarzy, postaci i technik samego szkicowania. Zajęcia trwały kilka godzin plus dojazdy i powroty z Zielonej. Gdyby nie moja przyjaciółka Sandra to bym chyba nie dała rady. To ona dzieliła ze mną podróże i drogę przez ołówkową mękę... Tak o tym teraz piszę, a chętnie bym to powtórzyła.

Z każdych zajęć wracałam z zadaniem domowym, narysować figury, jakieś miejsce, sześciany, domki, wioskę, postać albo zarysować ołówkiem cały arkusz A1 (to osiem arkuszy A4!) pionowymi liniami. Te kreski to rysowałam w każdej możliwej chwili, np przed wyjściem z domu na imprezę. W końcu mówimy tu o czasach liceum i osiemnastkach co weekend. A tak serio, rysowanie tych pionowych kresek poprawiło jakość moich rysunków. Byłam w stanie rysować później proste kreski, które nie zamieniały się w łuki. POLECAM!

 

Udział:

zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed publikacją